Polecamy!

czwartek, 5 listopada 2015

Maksymilian CD Ashley

Żałosne prośby o pomoc tego starca nie wzruszyły mnie, już właściwie miałem uciekać. Szlag by to trafił, nie mogę znów uciekać, tak się nie da. Zeskoczyłem gładko niczym kot obok Samulea i odepchnąłem go. Nie wiedziałem jak mam mu pomóc, mogłem jedynie zanieść go szybciej niż inni do domu. Pochyliłem się lekko do przodu, a następnie odbijając się od ziemi ruszyłem łagodnym biegiem pod jego domu. Bez słowa wszedłem do wnętrza budynku i na czuja szukałem jakiegoś pokoju. Umiejętności magi tropicielskiej przydały się w poszukiwaniu jego pokoju. Po drodze zobaczyłem tamtą dziewczynę, dołączyła do mnie wciąż coś mówiąc, chyba rozpaczliwie, nie zwróciłem na to uwagi. Wbiłem do jego pokoju i położyłem go na łóżku, a następnie szybko wyszedłem.

Opuściłem budynek żwawym krokiem, przeszedłem do stajni. Co ja robię? Zawróciłem i wróciłem na tamto drzewo. Tam ułożyłem się na gałęzi i zasnąłem. Nawiedziły mnie koszmary z dawnych lat, pierwszy raz od bardzo dawna.

Obudziłem się na ziemi, co się stało z moim zmysłem równowagi? Leki... Z torby wyciągnąłem pudełeczko małych, białych tabletek. Otworzyłem wieczko i wziąłem wszystko na raz, cholera.

< Ashley? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz