Aua. Bolało. A teraz gościu do mnie celuje. No pięknie.
- Cześć. Niezły cios. Nie strzelaj we mnie. Jestem milutki. - uśmiechnąłem się, unosząc dłonie. Koleś dalej do mnie celował. Co on, głuchy? Zmarszczyłem brwi, by zaraz po tym uśmiechnąć się moim najbardziej rozbrajającym uśmiechem.
- Nie mam broni, nie gryzę, a jestem tutaj, bo zwiewam przed gościem w surducie targającym stos papierzysk. A poza tym to jestem Ashley, po prostu Ash, i jestem właścicielem tych ziemi. - wyciągnąłem rękę. - Miło mi cię poznać. - no ludzie. Gościu chyba serio mnie zamorduje.
Nagle moją uwagę przykuł kot. Ten sam kot, którego złapałem niedawno. Znów gonił mysz. Po raz kolejny się na niego rzuciłem, łapiąc go.
- Spaślak! Miałeś zostawić te myszy w spokoju! Jesteś TŁUSTY! - tłumaczyłem mu niczym dziecku. Na moment zapomniałem, że ktoś ma zamiar zrobić z mojej skóry dywanik.
< Maksymilian? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz