Mary zaczęła walić pięścią w drzwi. Denerwowało ją, że gość nie otwiera.
- Wstawaj! Natychmiast! Śniadanie gotowe, już już! - odpowiedziała jej tylko cisza, więc z wściekłym pomrukiem otworzyła drzwi i wpadła do pokoju. Na moment się zatrzymała, by rozejrzeć się po pokoju, ale już po chwili złapała Maksymiliana za ucho i wyciągnęła go do jadalni. Nie miała zamiaru czekać na cokolwiek, był dziś specjalny dzień. Cieszyła się niczym dziecko.
Gdy tylko weszli do jadalni zdecydowanym ruchem usadziła Maksymiliana na krześle. Zaczęła podawać do stołu. Pana domu, Ashley'a, jeszcze nie było. Poprzedniego dnia musiał wyjść do miasta i jeszcze nie wrócił. Nagle drzwi się otworzyły...
- Ashleeey! - usłyszałem, i w tym samym momencie Mary się na mnie rzuciła. Wyściskała mnie.
- He? O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany.
- Znowu zapomniałeś! Dziś są twoje urodziny!
< Maksiu? >