Polecamy!

sobota, 14 listopada 2015

Ashley CD Maksymilian

Mary zaczęła walić pięścią w drzwi. Denerwowało ją, że gość nie otwiera.
- Wstawaj! Natychmiast! Śniadanie gotowe, już już! - odpowiedziała jej tylko cisza, więc z wściekłym pomrukiem otworzyła drzwi i wpadła do pokoju. Na moment się zatrzymała, by rozejrzeć się po pokoju, ale już po chwili złapała Maksymiliana za ucho i wyciągnęła go do jadalni. Nie miała zamiaru czekać na cokolwiek, był dziś specjalny dzień. Cieszyła się niczym dziecko.
Gdy tylko weszli do jadalni zdecydowanym ruchem usadziła Maksymiliana na krześle. Zaczęła podawać do stołu. Pana domu, Ashley'a, jeszcze nie było. Poprzedniego dnia musiał wyjść do miasta i jeszcze nie wrócił. Nagle drzwi się otworzyły...

- Ashleeey! - usłyszałem, i w tym samym momencie Mary się na mnie rzuciła. Wyściskała mnie.
- He? O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany.
- Znowu zapomniałeś! Dziś są twoje urodziny!

< Maksiu? >

Maksymilian CD Ashley

Jego reakcja rozłościła mnie.
-Zamknij się.-warknąłem i wstałem chwiejnie.-Muszę w końcu wziąć się za ten remont, przepraszam.-Wyszedłem szybko wściekły na siebie i na niego, za to, że się śmiał i widział mnie w tej sytuacji. Nie wiedziałem skąd mam wziąć środki, o których mówił, więc po prostu wziąłem Bestię z boksu i poszedłem na zakupy...

Wróciłem do domu z wózkiem podpięty do klaczy. Miałem tam deski, dwa młotki, gwoździe, hamak i mnóstwo innych drobiazgów. Sam zacząłem znosić je do pokoju. Nie chciałem znów pokazać jak słaby mogę być. Mimo potu lecącego się ze mnie pod koniec miałem już zmienione podłogi, pomalowane ściany i złożone meble. Przez noc ustawiłem je najcieszej jak umiałem. Dzięki magii udało mi się zrobić ten remont w ciągu doby. O świcie padłem na hamak i zamknąłem oczy. Za drzwiami usłyszałem wołanie Mary, chyba zbierała na śniadanie... Tak jak u mnie w domu, tak często robiła moja siostra, mój aniołek.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymilian

Skinąłem głową.
- Spokojnie. Lepiej się już czujesz? - zapytałem, pomagając mu usiąść. Widziałem, że wstydził się swojego stanu. Podparłem, go, bu się nie wywrócił.
- Tak... Dzięki. - powtórzył, nie patrząc na mnie. Dobrze go rozumiałem. Też kiedyś tak się zachowywałem.
- Wiesz, jeszcze trochę tu pobędziesz i będziesz musiał nauczyć się wytrzymywać z Mary. Panikuje przy każdym nawet przeziębieniu. A jak ona się do ciebie dopadnie, to ja umywam ręce. Nic jej nie powstrzyma.
- Ah tak? - zapytał dość obojętnie. Czyżby...
Zachichotałem.
- Ej, Maksiu, nie mów mi, że masz focha, bo widziałem cię w chwili słabości? - zacząłem się śmiać. I to tak, że musiałem zakryć usta dłonią. Ta myśl wydała mi się bardzo śmieszna...

< MaksiMaksi? :P >

piątek, 13 listopada 2015

Maksymilian CD Ashley

Nie pozostało mi jak tylko łyknąć te tabletki. Zabrałem je z jego dłoni starając się go nie dotknąć, aby nie zorientował się jaką mam gorączkę i bez popijania zażyłem tabletki, a potem padłem na zimną podłogę. Posadzka w zetknięciu z moim policzkiem wydała się taka przyjemna i lodowata, jęknąłem. Widziałem jego buty, jeszcze kucał obok mnie. Miałem nadzieję, że sobie sam pójdzie. Zamknąłem oczy i zacząłem miarowo oddychać, znaki bladły, rany się sklepiły.
-Dzięki... Jestem Ci teraz podwójnie wdzięczny i podwójnie dłużny...-wydusiłem czując nacisk swojego ciężaru na płuca.Widziałem, że muszę wstać i wrócić do normalnego funkcjonowania, ale nie potrafiłem. Ziemia była taka wygodna, chłodna. Okazałem słabość od bardzo dawna i poczułem niespodziewaną ulgę. Spojrzałem na niego z dołu, odkryłem się przed nim, pokazałem jak słaby jestem. Jaką porażką jest moje życie...

< Ashley? Ktoś? > 

wtorek, 10 listopada 2015

Ashley CD Maksymilian

Spojrzałem na niego bez słowa. Chyba naprawdę jest uzależniony. Przeniosłem wzrok na pudełeczko tabletek. Zrobiłem ich sporo, i starałem się je wzmocnić, redukując jednocześnie konieczną dawkę.
Przyznaję, udało mi się. Tabletki przybrały z lekka różową farbę.
Podałem mu dwie tabletki, powinny wystarczyć. Spojrzał na mnie, widziałem, że chce więcej.
- Tyle wystarczy. Zwiększyłem dawkę w jednej tabletce do maksimum. Na pewno wystarczy. - powtórzyłem. Maks spojrzał na mnie ze zwątpieniem w oczach. Nie wierzył w to.
Wcisnąłem mu te dwie tabletki w rękę i sięgnąłem po butelkę wody, która stała za mną. Postawiłem ją obok niego. Albo teraz to weźmie, albo nie. Jeśli chce tu mieszkać musi mi zaufać.

< Maksiu? >

poniedziałek, 9 listopada 2015

Maksymilian CD Ashley

Siedziałem w swoim pokoju czując się coraz gorzej... Może warto było zostawić choć trochę na te gorsze dni? Zacząłem chodzić w kółko, obijając się mocno o ściany. W końcu zacząłem w nie uderzać pięściami, krzyczałem. Żałowałem, że jestem teraz w mieście, nie umiałem panować na tymi emocjami.

Padłem w końcu na ziemię w samych spodniach. Znaki jarzyły się i parzyły mnie. Usłyszałem szybkie kroki na schodach i rżenie konia, Bestii. Spojrzałem na drzwi, próbowałem blokować je magią, aby nikt nie mógł wejść. Z lewej łopatki zaczęła sączyć się krew, z rany wysunęło się białe pióro. Zacisnąłem zęby i spojrzałem na stojącego w drzwiach Ash' a.
-Daj mi to cholerstwo...-Mój głos brzmiał nienaturalnie głucho, jakby z tunelu, a nie ludzkiego gardła się wydobywał.

< Ashley? >

niedziela, 8 listopada 2015

Ashley CD Maksymilian

Mary zatrzymała się przed gościem.
- Nic nie szkodzi... Ale chcę Cię ostrzec. Jeśli Ashley'owi spadnie chociaż włos z głowy obiecuje ci, że nie zaznasz spokoju nawet po śmierci. Każdy w tej posiadłości został przez niego uratowany. Mi zwrócił życie, a więc jestem gotowa je za niego oddać. - spojrzała groźnie na Maksymiliana i ruszyła na poszukiwanie Ash'a. Weszła do jego sypialni, a następnie do pokoju za jego sypialnią. Ułamek sekundy później rozległ się wściekły wrzask.
- ASHLEY!!!

- No co, co?! - zapytałem, siedząc po uszy w pergaminach. Wiedziałem, że na twarzy i włosach mam pełno kurzu. A Mary tego nie cierpiała... - Musze coś znaleźć, zaraz potem tu posprzątam. A w międzyczasie mogłabyś otworzyć pracownie... - westchnąłem. Nawet mnie nie słuchając złapała mnie za ucho i wyciągnęła z pokoju. W ręce mocno trzymałem przepis na Celeberum. A dziewczyna ciągnęła mnie do łazienki.

< Maksiu? >

Maksymilian CD Ashley

-Umowa stoi, potrzebuję trzech działek, najlepiej na jutro.-Oznajmiłem i podałem mu rękę na zgodę-Ale mogę poczekać, nie długo, ale mogę...-Potrzebowałem tego leku, a czas oczekiwania to był mój deadline. Spojrzałem mu w oczy, od teraz stałem się jego wiernym psem. Wróciłem do roli, która prawie mnie zabiła, to chyba coś znaczy.-Jak już mówiłem potrzebuję pokoju, najlepiej zupełnie czystego. No i wolnej ręki do remontu. Koszty pokryję ze swojej kieszeni. Liczę, że moja klacz wciąż może przebywać w stajni.
-Prochy będą na dziś, wybierz jakiś pokój, materiały są darmowe. Boks w stajni jest do Twojej dyspozycji.-Odparł. Skinąłem głową i wyszedłem. Zacząłem wybierać odpowiedni pokój. Najlepszy byłby blisko niego i z widokiem na stajnię. Muszę pilnować Bestii, ciekawe jak tam porządek w stajni. Ile innych klaczy i wałachów wystraszyła, ile ogierów zaatakowała? Idąc przez korytarz wpadłem na Mary.
-Wybacz...
< Ashley? Mary? >

Ashley CD Maksymilian

- Celeberum... - powtórzyłem. Gdzieś już to słyszałem... Ach tak. Już wiem co to. - Nie wiem, czy mam go na stanie, ale na pewno mam na niego formułę. Mogę w każdej chwili przygotować porcję. - zmrużyłem oczy. Moja biblioteka różnych formułek opisujących przygotowanie różnych leków była zaiście potężna. Miałem tam przepisy na leki, które nie istniały już nawet od kilkuset lat, spisane na brzozowej korze.
- Oczywiście zajmę się przygotowaniem Celeberum, jeśli ty wypełnisz swoją część umowy. Ale... - zamilkłem na chwile. - Jeśli zrobisz coś, co zagrozi mieszkańcom miasta możesz być pewien, że nie skończy się to dla ciebie dobrze. - oświadczyłem. Następnie wyciągnąłem do niego rękę. - To jak?

< Maks? >

Maksymilian CD Ashley

Spojrzałem na niego.
-Aleś Ty dobry i łaskawy.-Przewróciłem oczami.-To może ty mi teraz opowiesz coś o sobie?-Zapytałem.-Ile masz lat? Jaka jest Twoja rola w tym mieście?
-Mam 27 lat, jestem głową miasta jeśli chodzi o sprawy nieludzi.-Skrzywiłem się na to słowo, ale kaptur skutecznie zasłonił moją twarz, więc nie mógł tego dostrzec.-Opowiedz mi coś o swojej chorobie.
-Właściwie to nic o niej nie wiem, czasem atakuje gdy się przemęczę i wtedy mnie paraliżuje. To wszytko, nawet nie wiem jakie są objawy, że za chwilę pojawi się atak.
~Ale ja wiem-pomyślałem sobie.-Słyszałem, że jesteś lekarzem, a to pewnie znaczy, że masz dostęp do leków... Na przykład eksperymentów
-Oczywiście, że mam, nawet całkiem sporo.
-Zastanawia Cię może co Ci dziś podałem?
-Nawet bardzo.-Odparł. Uśmiechnąłem się w tym momencie.
-Mam dla Ciebie propozycję. Wiem jak wykrywać Twój atak, zapobiegać części jego skutków i pomóc szybciej wrócić do normalnego funkcjonowania. W zamian za to chciałbym jednak jeden lek... Bardzo niebezpieczny i wycofany lek... Celeberum.-Wymówiłem tą nazwę jak świętość.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymilian

Spojrzałem na niego podejrzliwie. Ta cała sytuacja mi się nie podobała.
- No to... Gadaj mi ktoś ty i co tu robisz? - zacząłem.
- Jestem Maksymilian Robbespiere, szukam celu podróży.
- Ile masz lat i skąd pochodzisz? Masz jakąś rodzinę? Jaka jest twoja profesja?
- Nie za dużo tych pytań? - warknął. - Mam 23 lata, moja rodzina i pochodzenie na dzień dzisiejszy Cię nie interesuje. Jak możesz się domyślić jestem magiem.
Chyba powoli zacząłem go drażnić... Nie przestraszyło mnie to.
- Jeśli chcesz możesz zostać w mieście. Ale musisz się na coś przydać. Masz jakiś normalny zawód?
- Znam zawód medyka, kowala i hobbistycznie jestem wynalazcą.
- Mhm... No to możesz zostać... - westchnąłem.

< Maksymilian? >

Maksymilian CD Ashley

Wchodząc do posiadłości najpierw usłyszałem, a potem zobaczyłem jak ta dziewczyna wydziera się na Asiutę. Powoli zacząłem iść w ich stronę śmiejąc się z niego w duchu, jaka mamcia nad nim czuwa. Oparłem się o poręcz dwa schodki od nich i słuchałem kazania.


Dziewczyna długo nie zorientowała się, że stoję obok, gościowi poszło to szybciej. Posłałem mu wredny uśmieszek i zbliżyłem się przerywając tym samym wywód Mary. Tak, tak chyba miała na imię.
-Mogę go na chwilę pożyczyć Madame? Widać zmęczony, musi się położyć. Odprowadzę go do łóżka.-Kłaniając się jej lekko zabrałem Ash' a do jego pokoju.-Obiecałem, że sobie pogadamy.-Odparłem na jego nieme pytanie i posadziłem go na łóżku.-Odpowiem na każde twoje pytanie, ale nie gwarantuję szczerych odpowiedzi.-Mruknąłem do siebie.

< Ashley? >

sobota, 7 listopada 2015

Ashley CD Maksymilian

- Co ty, do diabła, wyprawiasz? - zapytałem niezbyt przytomnie. Dziwna pobudka. Z obcym facetem w łóżku.
Maks nie odpowiedział, za to po prostu wstał, zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Podejrzana sytuacja, nie ma co. Ale, co miałem zrobić? Wciąż nie mogłem się ruszyć, mogłem jedynie spać. I już miałem zamknąć oczy i wrócić do spania, gdy nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się Maks.
- Co ty tu zno... - nie mogłem dokończyć. Facet wepchnął mi coś do ust i zmusił do połknięcia, przez co zacząłem kaszleć.
- Co ty... Ekh... Odstawiasz?! - wycharczałem. W odpowiedzi uśmiechnął się drwiąco.
- Później sobie pogadamy. - oświadczył i znów się wyniósł.

Ku mojemu zdziwieniu, już po kilku minutach byłem w stanie wstać. Ciekawe co mi dał...?
Przebrałem się i wyszedłem z pokoju. Natychmiast naskoczyła na mnie Mary.

< Maks? >

czwartek, 5 listopada 2015

Maksymilian CD Ashley

Wchodząc do domu usłyszałem krzyki kobiety. Mówiła coś o lekarzach... Świr jest lekarzem? To pewnie będzie miał dostęp do leków, kto wie, może nawet do eksperymentów. Musiałem się jakoś zakraść do jego pokoju, aby mnie nie wyczaili. Używając magii i umiejętności kota wszedłem do jego pokoju, spał. Przysiadłem na ramie łóżka i zacząłem się w niego wpatrywać jak głodny zwierz w ofiarę.
-Jesteś lekarzem, co...? Nie umiesz się sam zbadać i potrzebujesz kogoś do pomocy?-Mruczałem do siebie cicho, przeciągając całe zdania. Słysząc kroki w stronę pokoju czmychnąłem w cień, tam najlepiej się ukryć. Nikt jednak nie wszedł, więc zdjąłem kaftan oraz płaszcz. I położyłem się obok niego na łóżku. Dotknąłem jego dłoni i zamknąłem oczy, znaki rozbłysły błękitnym światłem. Teraz musiałem liczyć, że podczas gdy będę go badał nikt nie wejdzie i nie rozdzieli naszych dłoni. Jemu nic się wtedy nie stanie, wewnątrz siebie będzie miał tylko mnie, ciało obok będzie martwe. Wziąłem głęboki oddech i rozpocząłem badanie...

Przypominając sobie jego atak mogłem spokojnie stwierdzić, znajac go teraz na wylot, kiedy będzie miał atak i zapobiec niektórym skutkom. Wróciłem do siebie i spojrzałem na zdziwionego Ashley' a.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymilian

Obudziłem się jakiś czas później z okropnym bólem głowy. A oprócz tego, to... Raczej nic nie czułem. Ale przynajmniej reszta moich zmysłów zaczęła działać. Obok mnie słyszałem cichy szloch Mary. Nie mogłem jej zobaczyć, na moich oczach leżał wilgotny okład, mimo to czułem, jakbym miał w oczach mnóstwo piasku.
- Mary... - wymamrotałem cicho. Szloch natychmiast ucichł, a dziewczyna rzuciła się na mnie i zaczęła mnie ściskać.
- Ash... Ash..! - nie szlochała. Wyła. - DLACZEGO, DO CHOLERY, NIE WZIĄŁEŚ LEKÓW?! MOGŁEŚ UMRZEĆ! - i wrzask się skończył się wrzask, a powróciło ściskanie.
- Mary.. - jęknąłem. - Nie mogę oddychać... - dziewczyna to zignorowała. Dalej mnie ściskała.

Byłem już sam w pokoju. Słyszałem, jak Mary wydziera się na korytarzu na Samuela.
- ..NIE OBCHODZI MNIE TO! SPROWADŹ NAWET WSZYSTKICH LEKARZY, JEŚLI BĘDZIE TRZEBA! WIEM, ŻE NIE MA LEPSZEGO LEKARZA OD ASH'A, BO ON I TRUPA OŻYWI, ALE KTOŚ MUSI BYĆ W STANIE GO WYLECZYĆ, SKORO ON SAM NIE DAJE RADY! PRZECIEŻ NIE JEST W STANIE SAM SIĘ DOKŁADNE ZBADAĆ! - wrzeszczała i tłukła w szybę okna. Więcej nie słyszałem. Zasnąłem.

< Maks? >

Maksymilian CD Ashley

Żałosne prośby o pomoc tego starca nie wzruszyły mnie, już właściwie miałem uciekać. Szlag by to trafił, nie mogę znów uciekać, tak się nie da. Zeskoczyłem gładko niczym kot obok Samulea i odepchnąłem go. Nie wiedziałem jak mam mu pomóc, mogłem jedynie zanieść go szybciej niż inni do domu. Pochyliłem się lekko do przodu, a następnie odbijając się od ziemi ruszyłem łagodnym biegiem pod jego domu. Bez słowa wszedłem do wnętrza budynku i na czuja szukałem jakiegoś pokoju. Umiejętności magi tropicielskiej przydały się w poszukiwaniu jego pokoju. Po drodze zobaczyłem tamtą dziewczynę, dołączyła do mnie wciąż coś mówiąc, chyba rozpaczliwie, nie zwróciłem na to uwagi. Wbiłem do jego pokoju i położyłem go na łóżku, a następnie szybko wyszedłem.

Opuściłem budynek żwawym krokiem, przeszedłem do stajni. Co ja robię? Zawróciłem i wróciłem na tamto drzewo. Tam ułożyłem się na gałęzi i zasnąłem. Nawiedziły mnie koszmary z dawnych lat, pierwszy raz od bardzo dawna.

Obudziłem się na ziemi, co się stało z moim zmysłem równowagi? Leki... Z torby wyciągnąłem pudełeczko małych, białych tabletek. Otworzyłem wieczko i wziąłem wszystko na raz, cholera.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymiliana

Na moment zastygłem, zaraz jednak zaśmiałem się krótko i pomogłem Samuelowi wstać. Widziałem, że za oknem, na gałęzi siedzi Maksymilian.
- No weź, czy musisz męczyć biednego Samuela? Staruszek nie jest przyzwyczajony do takich wysiłków... Chociaż, prawdę mówiąc, wchodzenie po drabinie na samą góre regału, żeby dostać się do ciastek to dla niego łatwizna... - zachichotałem.
Nagle dziwnie się poczułem. Samuel chyba to zauważył, bo coś do mnie powiedział. Nie słyszałem go jednak.
Uniosłem drżącą ręke i dotknąłem ucha, po czym spojrzałem na swoje palce.
Gęsta, czerwona krew.
Starałem się zaczepić wzrok na jakimś punkcie na ścianie. Ale, nic to nie dało. Nagły, ostry błysk światła gdzieś za moimi oczami sprawił, że poczułem się jakby coś wciągało mnie do ciemnej dziury.

"Samuel zauważył, że coś dzieje się z Ashley'em. Już od tak dawna nie miał ataków, więc uwaga wszystkich na jakiś czas osłabła. Cieszyli się nawet, że ta niewyjaśniona i nieznana choroba przeminęła.
Jednak, mimo to, nadszedł kolejny atak. Bardzo mocny i niebezpieczny, co można bylo poznać po krwawieniu z uszu. Samuel wyskoczył z zamiarem złapania swojego pana, gdy ten upadał, jednak nie miał dość sił, by utrzymać dwumetrowe cielsko. Spanikowany próbował ocucić Ash'a, gdy ten leżał bez życia na podłodze, a jego oczy o nienaturalnie rozszerzonych źrenicach wpatrywały się pusto w przestrzeń."

< Maksymilian? >

Maksymilian CD Ashley

Spojrzałem na dziewczynę i poczułem dziwne ukłucie smutku w sercu. Moja siostra mogłaby być nią, wyglądała jakby były w tym samym wieku, ale mojej siostry nie ma. Nie wiem gdzie jest, ale dowiem się tego. Sądząc po minie dziewczyny nie była zachwycona moją obecnością. No tak, brudny i podejrzany włóczęga. Muszę potem wybrać się na jakieś zakupy na straganach.
-Wybacz mi madame ten kaptur i mój wygląd. Podróż była męcząca, ale będę niezmiernie wdzięczny kiedy weźmiesz mnie na jakiś czas pod swe skrzydła.-Ująłem jej dłoń i musnąłem ją ustami kłaniając się. Tak uczyli mnie w domu. Spojrzałem jej w oczy prostując się.-A teraz wybaczcie, wolę upewnić się co do mojej klaczy. Nie jeden ogier staje się przy niej potulny i mało komu pozwala się do siebie zbliżyć. Madame, Świrasiu.-Odszedłem kłaniając się lekko.

Od progu stajni powitały mnie rżenia i kwik koni.Od razu zbliżyłem się do ,dębującej na sąsiedniego ogiera i stajennego, Bestii. Uspokoiłem ją i przykładając swoje czoło do jej spojrzałem jej głęboko w oczy. Kazałem odejść stajennemu i zamknąłem ją w boksie. Wyszedłem rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie. Cwana była czasem mądrzejsza niż człowiek.

Po chwili łażenia bez celu wybiłem się z ziemi, aby odbić się od jednego drzewa i wylądować na gałęzi drugiego. Zobaczyłem tamtego faceta z papierami. Postanowiłem się zabawić. Za pomocą magi wyrwałem mu jego papierki i uniosłem nad jego głową. Teraz sobie trochę za nimi pobiega. Obserwując jego gimnastyki i próby zdobycia zwojów nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Pierwszy raz usłyszałem swój własny śmiech, odprężony, szczery i radosny. Nagle spostrzegłem Ashley' a idącego w naszą stronę. Czyżby pragnął przerwać moją zabawę. Kierując Samuelem za pomocą jego "skarbu" napuściłem go na idącego gospodarza, tak, że upadli obaj na ziemię. Przykucnąłem na gałęzi gotów na jakiś odwrót.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymilian

Chyba się zaciął. No, to trza go obudzić.
- No ej no, Maksiu. Będziesz tak stał jak ta lama czy zaprowadzisz swojego zwierzaka do stajni? - zapytałem, kierując się w stronę stajennego. Podałem mu kota prosząc, by się nim zajął. Po tym zaprowadziłem Maksia do wolnego boksu, by tam zostawił swojego wierzchowca.
- Spokojnie, zajmą się nim dobrze. A teraz, pokój. Chodźże. - wróciliśmy do domu. Na spotkanie wybiegła nam Mary, dziewczyna ledwie 16-sto letnia. Po jej minie widziałem, że znowu czegoś zapomniałem. Mary zachowywała się bowiem niczym moja matka, o wszystkim mi przypominając.
- ASHLEY! - wrzasnęła, stając na palcach i łapiąc mnie za włosy. - Znowu zapomniałeś wziąć leków!
- Mary, przecież nic się  nie stało!
- Ale mogło! Mogłeś mieć atak!
- Ale już od bardzo dawna nie miałem, Mary. A w ogóle to przestań panikować i zajmij się gościem! - wskazałem na Maksia. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem.

< Maksiu? >

środa, 4 listopada 2015

Maksymilian CD Ashley

Spojrzałem na niego zły i poprawiłem kaftan.
-Dobrze Świrasiu, nie musisz na mnie czekać. Z Twoim tempem daleko byś nie zaszedł podczas mojej podróży.-Pojawiłem się obok niego. Kiedy zatrzymał się prawdopodobnie, aby mi odpowiedzieć Bestia stanęła za nim i zaczęła skubać jego włosy parskając. Jego mina była bezcenna. Złapałem klacz za kantar i odciągnąłem od jego włosów.-To gdzie to schronienie?-Zapytałem poważnym głosem, muszę się mieć na baczności. Czerwonowłosy ponownie ruszył przed siebie próbując udowodnić mi, że... No właśnie, co? Już w spokoju i ciszy ruszyłem za nią znów obserwując wszystko spod kaptura. Po chwili staliśmy pod jego domem, od razu rzucało się w oczy, że nie należy do biednych. Czyżby pochodził z jakiegoś szlacheckiego rodu? Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos, nachalny i głośny. Czyżbym znów za bardzo odpłynął?

< Świrasiu? >

Ashley CD Maksymilian

Spojrzałem na niego z płaczliwym wyrazem twarzy.
- Potrzebuje żebyś mi kota nie dziurawił! - usunąłem strzałe i podniosłem tłuściocha, również wstając. Oj, zemszcze się.
- A jak się przedstawisz i obiecasz, że będziesz grzeczny, to może załatwię ci nocleg. - przycisnąłem do siebie trzęsącego się zwierzaka. Co za dupek! Jak można strzelić do zwierzęcia?!
- Maksymilian. - usłyszałem jego słowa. Zmierzyłem go wzrokiem.
- Za długie. Będę cię nazywał Maksiu. - z tymi słowami i wrednym uśmiechem na ustach skierowałem się w stronę domu. - Ruszże ten swój tyłek, Maksiu! Nie będę czekał wiecznie! - maszerowałem żwawym krokiem, jednak niezbyt szybko. Znowu dokuczała mi ta noga. Ale i tak nie będę na niego czekał!

< Maksiu? >

Maksymilian CD Ashley

Przez chwilę przez głowę przebiegła mi myśl, że może jest hybrydą dziecka z dorosłym, albo upadł na głowę. Kiedy zajął się kotem postanowiłem szybko mu umknąć, niestety...
-Hej, gdzie idziesz?-A co Cię to interesuje? Obejrzałem się na niego, nie wiem dlaczego. Teraz wycelowałem w jego kocura. Strzała pomknęła w stronę sierściucha, aby przebić jego skórę na szyi i przygwoździć go do ziemi. Lotki zanim wbiły się w kota mogły połaskotać go po nosie. Znaki chwilę jaśniały błękitem, moje oczy zabłysły w cieniu kaptura. Co mnie tu trzyma? Dlaczego nie odchodzę tylko wciąż go drażnie? Już miałem gwizdać na Bestię gdy naszła mnie pewna myśl...
-Czego potrzebujesz? Ja szukam schronienia.-Odezwałem się opanowanym i spokojnym głosem.

< Ashley? >

Ashley CD Maksymilian

Aua. Bolało. A teraz gościu do mnie celuje. No pięknie.
- Cześć. Niezły cios. Nie strzelaj we mnie. Jestem milutki. - uśmiechnąłem się, unosząc dłonie. Koleś dalej do mnie celował. Co on, głuchy? Zmarszczyłem brwi, by zaraz po tym uśmiechnąć się moim najbardziej rozbrajającym uśmiechem.
- Nie mam broni, nie gryzę, a jestem tutaj, bo zwiewam przed gościem w surducie targającym stos papierzysk. A poza tym to jestem Ashley, po prostu Ash, i jestem właścicielem tych ziemi. - wyciągnąłem rękę. - Miło mi cię poznać. - no ludzie. Gościu chyba serio mnie zamorduje.
Nagle moją uwagę przykuł kot. Ten sam kot, którego złapałem niedawno. Znów gonił mysz. Po raz kolejny się na niego rzuciłem, łapiąc go.
- Spaślak! Miałeś zostawić te myszy w spokoju! Jesteś TŁUSTY! - tłumaczyłem mu niczym dziecku. Na moment zapomniałem, że ktoś ma zamiar zrobić z mojej skóry dywanik.

< Maksymilian? >

Maksymilian CD Ashley

Z letargu wybudził mnie stukot kopyt o bruk, coś nowego. Opuściłem już suche pustkowia i gęste lasy, najbezpieczniejsze dla mnie miejsca. Wjechałem do jakiegoś miasta, mimo wczesnej pory paru ludzi już się obudziło i teraz wykonywali swoje prace. Mimo niezwykle ważnych zajęć ukradkiem patrzyli na mnie, na mój strój i konia. Kochana Bestia potrząsnęła grzywą i tupnęła nogą kiedy jakiś ciekawszy próbował się zbliżyć pod pretekstem zabrania czegoś spod jej kopyt. Obserwowałem tych ludzi spod kaptura w milczeniu, ze spokojem.
-Cicho Bestio, spokojnie.-Wyszeptałem jej do ucha pochylając się do przodu. Klacz ruszyła stępem przed siebie, w mniej zatłoczone uliczki. Nagle tuż przed nią przeleciał jakiś mężczyzna z papierami, mruczał coś do siebie o czasie i odpowiedzialności. Uśmiechnąłem się tylko do siebie pod nosem i zsiadłem z konia. Ożywieniec robił tu zbyt dużą atrakcję, niestety muszę na jakiś czas ukryć moją towarzyszke. Zbliżyłem się do drzew i wpuściłem ją tam, niechętnie, ale posłusznie oddaliła się. Zacząłem szukać w torbie sakwy z pieniędzmi na jakieś zakwaterowanie albo od razu nowy dom. Runy na mojej dłoni zaczęły się jarzyć, zaklęcie wygrywające zadziałało. Czekałem na jakiś ruch ciekawskiego, co teraz ma zamiar zrobić. Jeśli to złodziej nie będzie problemu. Czekałem, aż się zbliży, a kiedy był wystarczająco blisko... Używając zaklęcia niewerbalnego uderzyłem go w brzuch z pięści i podciąłem mu nogi. Stanąłem nad nim z napiętym łukiem wycelowanym w jego pierś i morderczym spojrzeniem. Strzała raniła każdą rasę... Mutantom zadawała dodatkowe obrażenia.

< Ashley? >

wtorek, 3 listopada 2015

Ashley CD Maksymilian

Wstałem w szampańskim humorze. Słoneczko świeci jasno, ptaszki śpiewają... Żyć nie umierać.
Poczłapałem do łazienki, ubrałem się i, co było dość niezwykłe, ruszyłem swój leniwy zadek na spacer.
Idąc mruczałem coś pod nosem. Przed moimi nogami przemknęła mysz goniona przez wielkiego, spasłego kocura. Mojego spasłego kocura. Porwałem go na ręce i zachichotałem, gdy próbował się wyrwać.
- A ty dokąd, spasły prosiaku? Przydałaby ci się dieta... - posadziłem go na ziemie. Niezadowolony miauknął na mnie po czym krokiem obrażonego lorda odszedł na poszukiwanie zbiegłej przekąski.
Nagle za mną usłyszałem kroki. Odwróciłem się. Samuel biegł w moją stronę z papierami w dłoni.
- Ty już wstałeś?! Przecież wiesz, że z samego rana miałeś zająć się podpisywaniem papierów! - wołał już z daleka.
O nie. Ja się na to nie piszę. Dupa w troki i wyjazd stąd.

Kilka minut później siedziałem na gałęzi jakiegoś drzewa.
- Jak mi się nie chce... - jęknąłem, ziewając.
Ponownie usłyszałem kroki. Najpierw myślałem że to Samuel, ale ten ktoś najwyraźniej nie miał tylu zwał tłuszczu co on...
Tak dla zabawy podkradłem się do tego kogoś...

< Maksymilian? >

poniedziałek, 2 listopada 2015

Scarlet Fate Wita

Witam Was serdecznie, moi drodzy!

Cieszę się, że znaleźliście się na tym blogu. Zapraszam Was, wszyscy są mile widziani.
Więcej szczegółów w zakładce "Formularz"
Twórcy Scarlet Fate