Chyba się zaciął. No, to trza go obudzić.
- No ej no, Maksiu. Będziesz tak stał jak ta lama czy zaprowadzisz swojego zwierzaka do stajni? - zapytałem, kierując się w stronę stajennego. Podałem mu kota prosząc, by się nim zajął. Po tym zaprowadziłem Maksia do wolnego boksu, by tam zostawił swojego wierzchowca.
- Spokojnie, zajmą się nim dobrze. A teraz, pokój. Chodźże. - wróciliśmy do domu. Na spotkanie wybiegła nam Mary, dziewczyna ledwie 16-sto letnia. Po jej minie widziałem, że znowu czegoś zapomniałem. Mary zachowywała się bowiem niczym moja matka, o wszystkim mi przypominając.
- ASHLEY! - wrzasnęła, stając na palcach i łapiąc mnie za włosy. - Znowu zapomniałeś wziąć leków!
- Mary, przecież nic się nie stało!
- Ale mogło! Mogłeś mieć atak!
- Ale już od bardzo dawna nie miałem, Mary. A w ogóle to przestań panikować i zajmij się gościem! - wskazałem na Maksia. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem.
< Maksiu? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz