Skinąłem głową.
- Spokojnie. Lepiej się już czujesz? - zapytałem, pomagając mu usiąść. Widziałem, że wstydził się swojego stanu. Podparłem, go, bu się nie wywrócił.
- Tak... Dzięki. - powtórzył, nie patrząc na mnie. Dobrze go rozumiałem. Też kiedyś tak się zachowywałem.
- Wiesz, jeszcze trochę tu pobędziesz i będziesz musiał nauczyć się wytrzymywać z Mary. Panikuje przy każdym nawet przeziębieniu. A jak ona się do ciebie dopadnie, to ja umywam ręce. Nic jej nie powstrzyma.
- Ah tak? - zapytał dość obojętnie. Czyżby...
Zachichotałem.
- Ej, Maksiu, nie mów mi, że masz focha, bo widziałem cię w chwili słabości? - zacząłem się śmiać. I to tak, że musiałem zakryć usta dłonią. Ta myśl wydała mi się bardzo śmieszna...
< MaksiMaksi? :P >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz