Polecamy!

wtorek, 29 grudnia 2015

Yoru CD Maksymilian

Siedziałam sobie na drzewie, patrząc na czerwone liście. Zaczynało zmierzchać. Zwinnie zeskoczyłam z gałęzi, nałożyłam na siebie płaszcz z kapturem powolnym krokiem ruszyłam do miasta.
Patrzyłam spod kaptura ma swoje stopy. Szłam ciemnymi uliczkami i wreszcie zatrzymałam się przed pewnymi drzwiami. Rozejrzałam się i kiedy już się upewniłam, że w okolicy nikogo nie ma, zastukałam pewnie 6 razy.
Otworzył mi barczysty mężczyzna.
- Szybko - pogonił mnie.
Weszłam do przytulnie urządzonego pokoju.
- To co zwykle - powiedziałam krótko.
Dostałam to co chciałam, schowałam to do sakiewki przy pasku, zapłaciłam i wyszłam.
Znowu gapiąc się w chodnik zmierzałam do lasu, gdy nagle na kogoś wpadłam. Upadłam, a moja sakiewka odpięła się od paska i poleciała dalej niż ja.
- Uważaj jak chodzisz - warknęłam zasłaniając twarz kapturem.

<Maksymilian?>

Charlotte CD Ashley

Zaśmiałam się, przeczesałam swoje kruczoczarne włosy palcami.
-Przykro mi, wróżby polegają na odgadywaniu przyszłości, kochany. A co możesz zrobić, żeby się od niej oderwać.. -postukałam pazurami o kolano. -Cóż, nie wiem czy mi się uda to wywróżyć. Nie jestem psychologiem, kochany. -mruknęłam, unosząc brwi, ponownie ujęłam jego dłoń, lewą, oczywiście. Wpatrywałam się w nią przez chwilę, starając zapamiętać się jak najwięcej szczegółów, po chwili jednak odwróciłam wzrok i spojrzałam na chłopaka, czy też raczej, mężczyznę. Kciukiem nadal sunęłam po jego dłoni, wynajdując wszystkie możliwe linie, jednak interesowało mnie tylko kilka. Trudno było niektóre odnaleźć, nie jestem pewna czy posiadał wszystkie, a było to normalne. -W każdym razie, odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, szukam tu rodziny. -uśmiechnęłam się smutno.

<Ash?>

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Ashley CD Charlotte

Wziąłem kolejne ciastko, z zamyśleniem je oglądając.
- Właściwie, to chyba nawet tak... Chciałbym zapytać, co cię tu sprowadza? No bo wiesz, w tych czasach, i w tych okolicach, wręcz roi się od fałszywych wróżek i wróżbitów, którzy zazwyczaj jedynie wyłudzają pieniądze od głupich, naiwnych ludzi. A muszę przyznać, że myślałem, że i ty będziesz smęciła o czymś, co nawet nie jest zgodne z prawdą. Zaskoczyłaś mnie. Rozpoznanie, że ktoś mną pomiata, to już spora zdolność. Zazwyczaj ci wróżbici od siedmiu boleści nazywają mnie nieposłusznym dzieciakiem mieszkającym w domu, w którym nikt nie zwraca na mnie uwagi. - zaśmiałem się krótko. - Mam takie wrażenie, że i tak nie odpowiesz mi na moje pytanie, więc może jeszcze jedna "wróżba"? Tym razem dotycząca mojej przeszłości. Co mogę zrobić, by się od niej wyrwać. Powróżysz? - położyłem dłonie na stole. Teraz zaczęła się prawdziwa próba.

< Charlotte? >

sobota, 26 grudnia 2015

Charlotte CD Ashley

-No więc właśnie! -wykrzyknęłam niemalże. Nie zdarzało mi się krzyczeć, ale tej odrobinki poaktorzenia wymagała praca. -Podsumowując, kobietę szybko znajdziesz, ale musisz szukać, a ty tego nie robisz.. Szybko zacznij, bo stracisz okazję. Ta jedyna jest niedaleko. -pouczyłam go, pokiwałam głową, ton głosu miałam pewny. W końcu musiałam udawać, że wierzę w to co mówię i że wiem co mówię. Puściłam jego dłoń, założyłam nogę na nogę. -Może jeszcze ciasteczko? -zaproponowałam sama biorąc jedno. -Coś jeszcze chcesz wiedzieć, mój drogi? -jedna dłoń powędrowała do talizmanu, który zawieszony miałam na szyi. Dokładnie, mój ulubiony, z którym się nie rozstawałam, ów srebrny półksiężyc z kryształem w kolorze indygo zawsze wisiał na mojej szyi. Rzucał się w oczy, pewnie dlatego, że ubrana byłam najczęściej na czarno.

<Ash?>

Ashley CD Charlotte

Ta całą sytuacja mnie coraz bardziej bawiła.
Teatralnie westchnąłem.
- Tak, taka moja opiekunka mi matkuje... A jeszcze jedna osoba wciąż każe mi wypełniać papiery. Nie mam jednak szans, by sie od nich wyrwać. Są dla mnie jak rodzina. Nie dam rady się ich pozbyć... - wziąłem jedno ciastko i ugryzłem. Było dobre, przyznaję.
- Pyszna ciastka. - pochwaliłem. Albo mi się zdawało, albo to zignorowała.
- W każdym razie, powinieneś wyrwać się spod kontroli, bo inaczej czeka cię przyszłość starszego pana z kotem. - powiedziała grobowym tonem. Tym razem nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem, zasłaniając usta wolną dłonią.
- Taaaak, mam kota. - zachichotałem.

< Charlotte? >

Charlotte CD Ashley

-Szkoda, że nie powiedziałeś o tym wcześniej. -spojrzałam na niego, w oczach miałam coś w stylu wyrzutu. -Data, którą podałeś jest ewidentnie fałszywa. To dużo tłumaczy. Dlatego wywróżyłam ci inaczej niż powinieneś usłyszeć. -westchnęłam, jakby zażenowana, uśmiechnęłam się smutno. -Tak więc, jesteś raczej przeciwieństwem grozy i postrachu, bardziej z ciebie uległy baranek niż rozjuszony byk. Byłoby to i może zaletą, ale.. eh. Towarzystwo masz nieodpowiednie. Jest ktoś kto tobą dyktuje, pomiata? Musisz się przeciwstawić i stawić na swoim, kochanieńki.. Ciasteczko, może? -ruchem głowy wskazałam na talerzyk na stoliku. -Sama robiłam. -uśmiechnęłam się do niego, raczej mi się to nie zdarzało, ale ten musiał być zdesperowany albo bardzo głupi, jeśli przyszedł do wróżki po poradę.

<Asieńku?>

Ashley CD Charlotte

- Mojej prawdziwej daty urodzenia nie znam, a ta jest oficjalnie przyjęta. - oświadczyłem, bez mrugnięcia patrząc jej w oczy. Chyba się zorientowała, że to co powiedziała nie było do końca zgodne z prawdą.
Pozostawiła ten fakt bez komentarza. Wróciła do wróżenia z mojej dłoni, skupiając się na robocie.
Kątem oka zauważyłem, że babunie, które przyszły na "pokaz" powoli znikały i wracały do domów. A po kilku minutach zostałem z wróżką sam na sam. Ona wciąż męczyła się z moją ręką, a ja zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu. No, całkiem  ładnie tu, że tak powiem. Zależy od tego, jakie kto lubi klimaty.
Nagle dziewczyna się odezwała.

< Charlotte? >

Charlotte CD Ashley

Ujęłam jego dłoń. Nie potakiwał, nic, znaczy, że palnęłam jakąś głupotę. No zdarza się, kieruję się bzdurami wypisanymi przez innych oszustów, więc jest takie ryzyko.
-Wiele kobiet onieśmielasz, ale masz jedną, prawdziwą, cichą wielbicielkę. Od jakiegoś czasu jej się podobasz.. Masz może pomysł kto to taki może być? -kciukiem, zakończonym długim czarnym paznokciem przesuwałam po jego dłoni. -Jednak nie wróżę ci przyszłości z tą niewiastą. Prawdziwą miłość znajdziesz niedługo, ale musisz szukać, sama do ciebie nie przyjdzie. -zamyśliłam się chwilę.-Martwi mnie natomiast, że przeznaczenie z twoich dłoni, kłóci się z gwiazdami.. -westchnęłam. -Zastanawiam się, czy data urodzin, którą podałeś jest prawdziwa? -no, kochany, wyjaw mi swoje sekrety. Patrzyłam na niego trzepocząc buszem czarnych rzęs.

<Ash?>

Ashley CD Charlotte

Ehhehe... Czy muszę wspominać, że musiałem powstrzymywać śmiech? Starowinka też zrobiła dziwną minę, ale nie odezwała się ani słowem. No bo... Ja? Dominujący? Wybuchowy? Szybko się wściekam? Coś mi tu nie pasowało... Całość DO MNIE nie pasowała. Mimo to podałem jej dłoń, by mogła kontynuować.
- Tak, wzbudzasz w kobietach strach, dlatego żadna nie chce się do ciebie zbliżyć... - oznajmiła. Tym razem musiałem ukryć śmiech za nagłym atakiem kaszlu. Że niby mnie się boją? Nawet szesnastolatka mniejsza ode mnie o jedną trzecią stara się mną pomiatać, i wogóle się mnie nie boi. Jeszcze nigdy nie spotkałem kobiety, która by się mnie bała. Postanowiłem jednak grać dalej.
- A co zrobić, by się już nie bały?

< Charlotte? Zaraz parsknie śmiechem XD >

Charlotte CD Ashley

-Gwiazdy mi mówią, że charakter masz wybuchowy. Jesteś przywódcą, jednak gdy wydasz rozkaz nie przyjmujesz sprzeciwu. Za bardzo dominujesz, szybko się wściekasz, tak, myślę, że tu leży problem. -zacmokałam kręcąc głową. -Zapanuj nad swoim charakterem, młodzieńcze, to po pierwsze.. Inaczej żadna nie będzie cię chciała. Poza tym, kiedy ostatnio się za kimś oglądałeś? Kiedy ostatnio byłeś w związku? Pokaż dłoń, zobaczę, czy masz jeszcze szansę na jakikolwiek związek.. -wysunęłam dłoń spoglądając na niego i czekając aż poda mi swoją. Chyba zakoszę dziś dużo pieniędzy, kobitki i facet wydawali się łykać to co mówiłam. Oczywiście, nie wymyślałam tego tak całkiem do końca. Znajomość astronomii i numerologii przydawała się w tej robocie.

<Ashley?>

Ashley CD Charlotte

Teraz się okaże, czy to kolejna oszustka, czy naprawdę jasnowidz...
Przedstawiłem się jej i podałem datę urodzenia, którą przyjąłem za prawdziwą. Tej właściwej nie znałem.
Po krótkim wróżeniu otrzymałem wynik:
- Możesz mieć problemy, szukając miłości... Twoja przeszłość i twój charakter nie są w tym zbyt pomocne... - powiedziała, patrząc na mnie. Taaak, o tym to ja wiedziałem. Ale kochane babunie chyba nie. A starowinka, która przez cały czas stała za mną, wydawała się być tym bardzo mocno rozczarowana i zdeterminowana, by znaleźć mi żonę.
- A co ma chłopak zrobić, żeby któraś go zechciała? - nie dawała za wygraną. Spojrzałem na nią błagalnie. Coś mi się wydaje, że jeśli pozwolę jej tak dalej pytać, to będę musiał zostawić tu całą moją sakiewkę.

< Charlotte? >

Charlotte CD Ashley

Widząc klientki rzuciłam zielsko, które paliłam na ziemię i zgasiłam je butem. Domyślałam się, że chcą porady miłosnej dla chłopaczka, było to do przewidzenia - jeden młody facet i tłumik starszych od niego kobiet, typowe. Gestem zaprosiłam ich do środka.-Rozsiądźcie się, proszę. -ręką wskazałam sofę, znajdującą się na przeciwko mojego fotelu. Między siedziskami stał mały stoliczek z ciasteczkami i herbatą. Sama usiadłam. Zlustrowałam zebranych wzrokiem, szczególnie przyglądając się mężczyźnie. -Tak więc, mój drogi, co dokładnie cię trapi? Nie potrafisz odnaleźć miłości w życiu? -spojrzałam na niego z politowaniem. Tsa, miłość. Mnie samą nie bardzo to obchodziło, wręcz w rzyci miałam czy kiedykolwiek kogoś sobie znajdę, po co to komu? Ale musiałam przyznać, miłosne wróżby były jednymi z moich ulubionych, można się było pośmiać, i to jak! -Muszę jednak zapytać cię o datę twojego urodzenia oraz jak się zwiesz? -mówiłam lekko ospałym głosem, jednak tajemniczym. To pewnie po tych ziołach co paliłam.

<Ash?>

czwartek, 24 grudnia 2015

Ashley CD Charlotte

Chodziłem sobie po mieście. Chciałem zobaczyć, czy stało się tu coś nowego.  Niezbyt często wyłaziłem poza mury mojej twierdzy, ale tym razem mi się nudziło.
Gdzieś po drodze, przy którymś ze straganów usłyszałem rozmowę dwóch kobiet. Mówiły coś o nowej "wyroczni". Zabrzmiało to ciekawie.
Podszedłem do nich. Jak się okazało, stała jeszcze z nimi malutka staruszka, którą znałem już od dawna. Zostałem wyściskany i wycałowany, a jednocześnie dostałem ochrzan, że wciąż nie mam obrączki na palcu.
- Cóż na to poradzę, matulu. - od zawsze ją tak nazywałem. Jej własne dzieci porzuciły ją dawno, dawno temu. Widocznie jestem tak paskudny, że żadna mnie nie chce...
- Nie gadaj głupot, Asieńku. Po prostu się nie starasz.
- Bo nie mam tej jedynej. I chyba nie znajdę. Gdyby ktoś potrafił to przewidzieć... - powoli wstąpiłem na nurtujący mnie temat.
- To może ta wróżka? - zaproponowała jedna z kobiet.
- Wróżka? - udałem zaskoczenie.
- Tak, tak! Chodź, idziemy! - staruszka wyraźnie odżyła. Zostałem zaciągnięty do wróżki, gdzie kobiety poprosiły o miłosną przepowiednie dla mnie...

< Charlotte? >

czwartek, 17 grudnia 2015

Od Charlotte

Siedziałam w swoim wygodnym, czarnym fotelu, podobno był on skórzany. W powietrzu czuć było zapach perfum oraz wielu kadzideł, niektórym ów zapach przeszkadzał, ale ja czułam się dobrze, wdychając tą woń w płuca. Obrzuciłam okiem moje.. "biuro". Tak, nazwijmy to biurem, brzmi dość profesjonalnie. Gdybym chciała nazwać miejsce, w którym pracowałam nieprofesjonalnie, byłoby to "pomieszczenie do naciągania ludzi" lub "odsysacz kasy z frajerów". Niby taki głupi ten interes, ale zarobić można sporo. Aż wierzyć się nie chce, ile ludzie skłonni są zapłacić, by tylko dowiedzieć się czy mąż ich zdradza albo czy ich matka czuje się dobrze w zaświatach. Śmieszne. W moim biurze nie było specjalnie jasno, wręcz przeciwnie, dbałam o to, by światło nie raziło mnie w oczy, prowadziłam raczej nocny tryb życia. Obracałam w dłoni talizman - srebrny półksiężyc z doczepionym kryształem, koloru indygo. Drugą dłonią stukałam w kartę, którą wylosowała moja klientka, przed chwilą wyszła. Karta ta miała zwiastować jej śmierć. Na ile moja magia działała? Nie wiem, mówiąc szczerze. Czasem ludzie mówili, że moje przepowiednie się sprawdzają, ale nie zawsze. Sama nie byłam pewna na ile wierzyłam w czary. Wstałam. Obeszłam pomieszczenie, mnóstwo w nim ksiąg i najróżniejszych akcesoriów, które można by uznać za straszne. Przez moje biuro można było przejść do mojego mieszkania, znajdywało się ono na piętrze budynku, było dostępne dla mnie i tylko dla mnie. Nie pamiętam żebym kogokolwiek tam zapraszała. Wyszłam na zewnątrz i usiadłam. Nie było tu tłumów, ale nie ziało pustkami. Zapaliłam, jakieś zioła, jak miałam w zwyczaju.

< Ktoś? >