Polecamy!

czwartek, 17 grudnia 2015

Od Charlotte

Siedziałam w swoim wygodnym, czarnym fotelu, podobno był on skórzany. W powietrzu czuć było zapach perfum oraz wielu kadzideł, niektórym ów zapach przeszkadzał, ale ja czułam się dobrze, wdychając tą woń w płuca. Obrzuciłam okiem moje.. "biuro". Tak, nazwijmy to biurem, brzmi dość profesjonalnie. Gdybym chciała nazwać miejsce, w którym pracowałam nieprofesjonalnie, byłoby to "pomieszczenie do naciągania ludzi" lub "odsysacz kasy z frajerów". Niby taki głupi ten interes, ale zarobić można sporo. Aż wierzyć się nie chce, ile ludzie skłonni są zapłacić, by tylko dowiedzieć się czy mąż ich zdradza albo czy ich matka czuje się dobrze w zaświatach. Śmieszne. W moim biurze nie było specjalnie jasno, wręcz przeciwnie, dbałam o to, by światło nie raziło mnie w oczy, prowadziłam raczej nocny tryb życia. Obracałam w dłoni talizman - srebrny półksiężyc z doczepionym kryształem, koloru indygo. Drugą dłonią stukałam w kartę, którą wylosowała moja klientka, przed chwilą wyszła. Karta ta miała zwiastować jej śmierć. Na ile moja magia działała? Nie wiem, mówiąc szczerze. Czasem ludzie mówili, że moje przepowiednie się sprawdzają, ale nie zawsze. Sama nie byłam pewna na ile wierzyłam w czary. Wstałam. Obeszłam pomieszczenie, mnóstwo w nim ksiąg i najróżniejszych akcesoriów, które można by uznać za straszne. Przez moje biuro można było przejść do mojego mieszkania, znajdywało się ono na piętrze budynku, było dostępne dla mnie i tylko dla mnie. Nie pamiętam żebym kogokolwiek tam zapraszała. Wyszłam na zewnątrz i usiadłam. Nie było tu tłumów, ale nie ziało pustkami. Zapaliłam, jakieś zioła, jak miałam w zwyczaju.

< Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz