Ta całą sytuacja mnie coraz bardziej bawiła.
Teatralnie westchnąłem.
- Tak, taka moja opiekunka mi matkuje... A jeszcze jedna osoba wciąż każe mi wypełniać papiery. Nie mam jednak szans, by sie od nich wyrwać. Są dla mnie jak rodzina. Nie dam rady się ich pozbyć... - wziąłem jedno ciastko i ugryzłem. Było dobre, przyznaję.
- Pyszna ciastka. - pochwaliłem. Albo mi się zdawało, albo to zignorowała.
- W każdym razie, powinieneś wyrwać się spod kontroli, bo inaczej czeka cię przyszłość starszego pana z kotem. - powiedziała grobowym tonem. Tym razem nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem, zasłaniając usta wolną dłonią.
- Taaaak, mam kota. - zachichotałem.
< Charlotte? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz